od Lekarza do Grabarza (Jerzy Maslanky)
![]() Powiększ zdjęcie |
od Lekarza do Grabarza (Jerzy Maslanky) |
|
|
Cena:
34.90 PLN
|
||
| Zadaj pytanie o produkt |
||
Nie ma żadnego dowodu na to, że chemioterapia przedłuża życie, a wielkim kłamstwem w odniesieniu do chemioterapii jest utrzymywanie, że istnieje jakikolwiek związek między kurczeniem się guza a przedłużeniem życia pacjenta", - dr Ralph Moss Czy naprawdę dzisiaj ludzie żyją dłużej? Czy witaminy i minerały mogą zaszkodzić? Jak wyleczyć dzieci z astmy, cukrzycy i ADHD? Szczepić się przeciw grypie czy nie? Czy metoda in vitro jest jedyną i najbardziej skuteczną metodą walki z bezpłodnością? Spis treści: Od autora 5 Nieplanowane pogrzeby 15 Biznes w białym kitlu 31 Medycyna zorganizowana 43 Terapeutyczne fiasko konwencjonalnych metod leczenia 65 Terapia hormonalna? Proszę bardzo! 71 Medyczna diagnostyka pod lupą 109 Słońce - przyjaciel czy wróg? 133 Podsumowanie 143 Lekarze leczący przyczyny chorób 151 Choroby cywilizacji. Czy tylko kawa i papierosy? 163 Rak i miażdżyca - perspektywa lekarzy od przyczyn 173 Tajemnice kliniki medycyny ekologicznej 221 Zapomniany lekarz 223 Żywność jako lekarstwo 227 Bez enzymów ani rusz 237 Witaminy i minerały 247 Aminokwasy 275 Perły medycyny ekologicznej 293 Nie bójmy się raka! Nie bójmy się chorób serca! Symptomy J testy 317 ADHD nie leży w gestii psychiatry! 349 Leki psychotropowe 361 Przepisy ekologicznej kuchni 365 Zakończenie 377 Epilog 379 Bibliografia - źródła dodatkowe 385 O autorze Jerzy Maslanky w 1979 roku wyemigrował do Australii. Aby utrzymać rodzinę wykonywał najróżniejsze prace, od wywózki śmieci, pomocy na budowie, po kontrolę jakości urządzeń dla przemysłu lotniczego. Tam też studiował zarządzanie, które przydało mu się już w Kanadzie, dokąd wyemigrował po siedmiu latach pobytu na australijskiej ziemi. Zajmując pozycje menedżerskie w prestiżowych hotelach i klubach odnowy fizycznej, swoją zawodową karierę zakończył już jako właściciel hotelu. Po nieoczekiwanej śmierci ojca postanowił zawiesić zawodową działalność i zajął się poznaniem prawdziwych przyczyn jego choroby. To prywatne śledztwo zajęło mu 5 lat, a jego rezultatem jest min. książka „Od lekarza do grabarza". Nie poprzestał na tym i dalej pogłębia wiedzę na Amerykańskiej Akademii Medycyny Ekologicznej. Dziś marzy by zbudować Polskie Centrum Prewencji Chorób w kraju nad Wisłą i ukończyć fakultet medycyny na Uniwersytecie Jagiellońskim. Stawia na ludzką solidarność, a także na siłę i mądrość młodych pokoleń. OD AUTORA „Od lekarza do grabarza" - skąd taki tytuł? - spytacie. Kilka lat temu przeżyłem ogromną tragedię - w ciągu jednego miesiąca straciłem dwóch bliskich mi ludzi - Ojca, zmarłego w wyniku latami leczonej miażdżycy, i Teścia, którego śmierć zabrała z powodu choroby nowotworowej płuc. Tak przynajmniej stwierdzili lekarze, podpisani na aktach ich zgonów. Jakże odmienna była opinia „innych" lekarzy i naukowców, z którymi skonsultowałem się w tej sprawie! „Techniki leczenia, jakim zostali poddani pański ojciec i teść, stanowią podobne, jeśli nie większe zagrożenie aniżeli choroby, z powodu których odeszli". Te słowa wystarczyły, abym pomimo lekarskich zapewnień: „robimy wszystko, co w naszej mocy", rozpoczął poszukiwania, które mogłyby potwierdzić usłyszaną opinię lub jej zaprzeczyć. Stwierdziłem, że to jedyny sposób, by odnaleźć autentyczne przyczyny śmierci. Poszukując ich, odkryłem przy okazji wcześniej nieznany mi obszar medyczny i zbulwersowany nowo zdobytą wiedzą, nie wiedziałem, co z nią dalej począć. Przemilczeć? A może poinformować wyłącznie najbliższych? Ostatecznie ludzka przyzwoitość sprawiła, że nie mogłem pozostać w tej sprawie obojętny.
„Od lekarza do grabarza" jest więc próbą uczciwego przeciwstawienia się masowej dezinformacji medycznej, którą obwiniam za moją rodzinną tragedię, jak i wiele innych rozgrywających się każdego dnia na całym świecie.
Karl Loren, absolwent Harvardu i edytor popularnonaukowego amerykańskiego magazynu „Vibrant Life" pisze: „Oskarżam kompanie farmaceutyczne o to, że przedkładają zysk nad profilaktykę, swój sukces ponad ludzkie życie, pieniądze ponad śmiertelność, chytrość ponad wyleczenia". Nie jest to jedyny zarzut stawiany pod adresem tego przemysłu. Inne o podobnej treści napływają między innymi z Australii, Szwajcarii, Kanady, Niemiec, Austrii i Belgii. Ostatnio pojawiły się także w Polsce, która również przeżywa poważne problemy - niewystarczający budżet służby zdrowia, przepracowani lekarze i pielęgniarki, wzrost liczby zgonów wśród młodych ludzi. Długo nie dawałem wiary poglądom Karla Lorena ani jemu podobnym. Atakowany codziennie doniesieniami o medycznym postępie, kolejnych przełomach, wierzyłem w lansowaną teorię winy genów Nadszedł jednak czas, gdy musiałem zadać sobie fundamentalne pytania i sam poszukać na nie odpowiedzi. Dlaczego, na przykład, miażdżycę oficjalnie traktuje się jako nieuleczalną, skoro nobliści mówią o jej względnie łatwej wyleczalności? Podobnie jak i o reumatyzmie, osteoporozie, astmie czy alergiach. Dlaczego tak skrupulatnie bada się pacjentom poziom cholesterolu, choć dawno udowodniono, że jego rola w procesie rozwoju miażdżycy jest praktycznie żadna? Dlaczego totalna wojna wydana mu w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku nie obniżyła liczby zgonów z powodu zawałów serca i wylewów krwi do mózgu, a wręcz przeciwnie? Dlaczego testy, które mogą precyzyjnie określić kondycję naszego układu krwionośnego, nie są wykonywane rutynowo, ale musimy się ich domagać i dodatkowo za ich wykonanie płacić? Dlaczego onkolodzy reprezentujący medycynę konwencjonalną koncentrują się na nowotworowych guzach, skoro są one jedynie symptomem choroby trwającej od co najmniej pięciu lat? Są przecież proste precyzyjne i tanie testy, które potrafią wychwycić ją, zanim zaatakuje, niewymagające pomocy tomografów czy powodujących przerzuty mammografów lub biopsji. Dlaczego nie są stosowane? Dlaczego leki farmaceutyczne refunduje się, a za bardziej skuteczne leki orto-molekularne musimy płacić? Kto zepchnął naukę zwaną biochemią do alternatywnego podziemia? Były to tylko niektóre z pytań, na które szukałem odpowiedzi, sięgając między innymi do podręczników historii Stanów Zjednoczonych. Tam to bowiem około stu lat temu nieprzypadkowo nastąpił największy „medyczny przełom". Dokonał go człowiek, który nie był ani lekarzem, ani nawet znachorem. Był za to stałym bywalcem nowojorskiej giełdy. Inteligencja, spryt oraz odziedziczona po ojcu żyłka do interesów były jego głównymi zaletami. Uznany za protoplastę przemysłu farmaceutyczno-medycznego, wprowadził z rozmachem w życie własną wizję leczenia. Do dziś wywiera się presję na lekarzy, aby utrzymać sprzedaż leków w zaplanowanych ilościach. Do dziś proponuje się programy zapobiegania chorobom, które nie tylko nie sprawdzają się ale i wiele kosztują. Nic nowego. Program walki z alkoholizmem w Polsce też nie zadziałał, choć godziny sprzedaży alkoholu były „naukowo" uzasadnione... Licząc się jednak z możliwością błędnej interpretacji historycznych zapisów, postanowiłem zasięgnąć dodatkowej opinii u „medycznych szamanów", tj. lekarzy i naukowców, których wiedzę medyczną wcześniej poznałem i którzy, niestety, ale potwierdzili moje obawy co do roli Wielkiej Farmacji. To im dziękuję za ostateczną zmianę moich medycznych poglądów. To dzięki nim program „pigułka na wszystko" przestał być dla mnie wiarygodny. Podobnie jak skomercjalizowana do granic wytrzymałości medycyna babuni, sprowadzona także do pigułki i sprzedawana z „alternatywnym" sprytem. Dziś uznaję jedynie medycynę, która potrafi określić i zneutralizować przyczyny chorób. Bo nie ma chorób bez przyczyn! Do tych przekonań dojrzałem za sprawą pewnych wydarzeń: choroby nowotworowej Teścia i zaproszenia od doktora Stanisława Burzyńskiego na sympozjum onkologiczne w Teksasie. Tam też po raz pierwszy zrozumiałem, czym faktycznie jest choroba nowotworowa i jak powinno przebiegać jej skuteczne leczenie. Przy okazji rozmów z zaproszonymi tam lekarzami udało mi się również wyjaśnić zagadkę „nieuleczalności" miażdżycy. Wdzięczny, wsłuchiwałem się w ich każde słowo, każdy argument. Tym bardziej, że wszystko, o czym mówili, znakomicie pokrywało się z tym, czego doświadczyłem w trakcie, wcześniej mającej miejsce, „rodzinnej" terapii Teścia. „Rodzinnej", bo ta onkologiczna jeszcze się nie zaczęła, a już dobiegła końca: „proszę zapewnić spokój, a tu jest adres hospicjum". Jestem szczęśliwy, że poznałem lekarzy i naukowców, którzy pozwolili mi odkryć nieznane aspekty leczenia chorób cywilizacyjnych. Jestem im wdzięczny za wiedzę pozwalającą leczyć choroby cywilizacji zgodnie z indywidualną i skomplikowaną biologią człowieka. O takiej formie leczenia wspominał już Arystoteles: „Aby właściwie zrozumieć człowieka, musimy najpierw zrozumieć środowisko, w którym żyje". Konia z rzędem temu, kogo lekarz przed wypisaniem recepty zapytał: „czy może mi pan cokolwiek powiedzieć na temat środowiska, w jakim żyje?". Dziś przeciętna wizyta w gabinecie lekarskim kończy się, zanim się rozpoczęła. Czas jej trwania ogranicza ilość pytań niezbędnych dla postawienia właściwej diagnozy. A przecież pacjent nierzadko chciałby coś dopowiedzieć, wyjaśnić. Wziąć udział w procesie leczenia, zanim wypisana zostanie recepta. Niestety, dziś w jego imieniu decyzje podejmują urządzenia diagnostyczne, które dzielą go na tysiące niezależnych od siebie części, i lekarze, którzy zgodnie z tym podziałem leczą osobno głowę, osobno wątrobę, kości, serce i nerki. A gdzie biologiczna całość?! Przemysł leczenia dawno już o niej zapomniał. Co więcej, przekonał zarówno Pacjentów, jak i lekarzy, że nie ma ona żadnego znaczenia. Członek Polskiej Akademii Nauk, niedawno zmarła prof. dr hab. medycyny Maria Gumińska pisze: „Chociaż aparatura, niejednokrotnie droga i złożona, umożliwiła postęp w diagnostyce i zrozumienie mechanizmów powstawania chorób i ich zwalczanie, to jednak odsunęła lekarza od pacjenta, jako psychofizycznej całości zależnej od środowiska". Czy dystans między lekarzem a pacjentem wypełniony medyczną aparaturą nie wyeliminował aby prawdziwego leczenia? Tak więc „Od lekarza do grabarza" nie tylko kwestionuje, podważa, zaprzecza, ale przede wszystkim niesie oczekiwaną nadzieję. Nadzieję, jaka wynika z wiedzy lekarzy i naukowców leczących przyczyny, a nie objawy chorób. Szczególne podziękowania należą się dr. Stanisławowi Burzyńskiemu, zmarłemu prof. dr. Julianowi Aleksandrowiczowi, dr. Robertowi Atkinsowi5, dr. Williamowi C. Douglasowi, prof. dr. Samuelowi Epsteinowi, dr. Nicolasowi Gonzalesowi, prof. dr. Thomasowi W. Hilgersowi, dr. Józefowi Kropowi, dr. Johnowi Lee, dr. Peterowi Mansfieldowi, prof. Linusowi Paulingowi, dr Dorothy Rapp, dr. Charlesowi Simonebwi, dr. Lawrencebwi Taylorowi, dr. Julianowi Whitakerowi i wielu, wielu innym, którzy mają odwagę mówić prawdę. Dziękuję także Polakom, prof. dr. hab. Zbigniewowi Dąbrowskiemu, prof. dr Krystynie Obtułowicz oraz prof. dr. Aleksandrowi B. Skutnickiemu za ich entuzjazm i zaangażowanie w przedsięwzięcie, którego celem jest popularyzacja wśród wszystkich Polaków medycyny ekologicznej. Podobne słowa podzięki składam Ojcu Kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi, za wysłuchanie i zrozumienie powagi wskazanych przeze mnie problemów, błogosławieństwo i słowa nadziei. Dziękuję też wszystkim innym entuzjastom z „branży" w Polsce, Kanadzie, USA i Australii, którzy z godną podziwu cierpliwością przekazywali mi niezbędne do powstania książki, informacje. Dzięki również tym, którzy dostarczając mi materiałów z zakresu „medycyny śmietnikowej", (z ang. „junk medicine") głęboko wierzyli, że ich wiedza może przyczynić się do poprawy zdrowia ciężko chorych pacjentów. Dziękuję wszystkim, którzy dopingowali mnie do wytężonej pracy nad książką. Myślę, że przekazany tu materiał da konkretną odpowiedź na pytanie: „co robić?", stawiane wraz z diagnozą choroby nowotworowej czy „nieuleczalnej" miażdżycy. Takie samo pytanie zadają sobie zapewne także astmatycy, cukrzycy, reumatycy, osoby cierpiące z powodu zaburzeń tarczycy, osteoporozy, autyzmu, Alzheimera, Parkinsona, ogłupiane chroniczne grubasy, alergicy i inni, niepotrafiący uporać się z przewlekłą chorobą. Oni też mogą tu znaleźć konkretne rady i wskazówki. Ostatecznie, każdą chorobę, każde schorzenie łączy wiele cech wspólnych... Jeśli natomiast chodzi o merytoryczną stronę książki, to poza zmianą poglądów na pochodzenie i leczenie chorób cywilizacyjnych może ona spowodować również pewne skutki uboczne... Prezenty, perfumy, bomboniery oraz „koperty" mogą zniknąć z gabinetów lekarskich na zawsze. Medycyna, o jakiej piszę, zna inne formy wdzięczności. Podane w książce nazwiska oraz nazwy instytucji wynikają wyłącznie z tematycznego kontekstu książki. Celem moim był i jest przekaz informacji niesponsorowanej. Uważam bowiem, że jedynie taka może być obiektywna. Czytelnikom życzę wiele zdrowia - autor. Nastąpiła zmiana okładki przez wydawnictwo,lecz treść książki pozostała bez zmian. |
||
Lista produktów |
|
|
Szukanie zaawansowane Wyszukiwanie zaawansowane zależne od parametrów |
|
| Pokaż koszyk | |
|
Twój koszyk jest pusty.
|