01
wrz
2011
Bezsensowne liczenie kalorii PDF Drukuj Email
Aktualności - Z ostatnich dni

Tabele kalorii to oszustwo...

 

Podczas określania kaloryczności pożywienia w laboratoriach (oraz podczas tworzenia tabel) bierze się pod uwagę energię, która się wydziela przy spalaniu określonej ilości suchego produktu w specjalnym urządzeniu (kalorymetrze). Nie jest to dokładne odzwierciedlenie rzeczywistych procesów zachodzących w organizmie i nie powinno stanowić wyznacznika podczas układania diet.

0-1-fat-man

 


 

Przy tworzeniu metody określania kaloryczności nie uwzględniono:

  1. Różnicy świeżości produktów pomiędzy tymi, które używa się do badań laboratoryjnych, i tymi, które na co dzień spożywamy. Weźmy pod uwagę jabłka. Kupując świeże jabłka dzisiaj, nie wiemy, kiedy zostały zerwane z jabłoni (moment zrywania to najbardziej korzystny czas z punktu widzenia kaloryczności). Być może leżały one przez miesiąc, a nawet rok, zanim je spożyliśmy. A ile czasu będą jeszcze znajdować się w naszej lodówce zanim je zjemy? Przecież wiadomo, że z czasem tracą one wartość odżywczą. Nikt nie uwzględnił świeżości jabłek w chwili eksperymentu, a jednak określono stałą wartość dla jabłek wynoszącą 48 kalorii. Czy to uczciwe?

  2. Charakterystyki jakościowej (gatunek jabłek). Jak wiadomo, istnieje ogromna ilość gatunków jabłek, które różnią się pod względem zawartości cukru, tłuszczu, białka i witamin. Przy określaniu kaloryczności nie bierze się pod uwagę tych cech!

  3. Chemicznej interakcji pomiędzy składem substancji odżywczych i pierwiastkami zawartymi w organizmie człowieka. Kiedy pokarm trafia do ust, zachodzi ogromna liczba reakcji chemicznych na poziomie molekularnym. Dochodząc do punktu końcowego (do krwi), w którym pokarm powinien oddać nam cały swój potencjał energetyczny, oddaje nam jedynie resztki, ponieważ większość została zużyta na drodze usta-krew. Przechodząc tę drogę, jedne substancje zamieniają się w inne, a następnie w kolejne itd. Jak wiadomo, na proces chemiczny zwany trawieniem potrzebna jest energia i nikt nie jest w stanie powiedzieć ile tej energii ostatecznie otrzymuje organizm, ile zostaje zmagazynowane, ile zostaje wydalone w postaci ciepła, wraz z naszymi emocjami, w procesie jedzenia, z potem, podczas rozmowy itp. Na wszystko to zużywamy część kilokalorii z pokarmu, lecz dokładnie nie da się policzyć, jaka to ilość i dlatego te wielkości nie są uwzględniane.

  4. Energii psychicznej człowieka w procesie pochłaniania pokarmu. Człowiek nie jest prostackim mechanizmem, który tylko pochłania i wydala. Delikatne procesy naszego myślenia, nastroju, stanu ducha, wpływają na każdy proces zachodzący w organizmie, w tym również na proces trawienia. Niektórzy ludzie w stanie poddenerwowania całkowicie rezygnują z posiłków i przez długi czas nie odczuwają łaknienia, a inni zaczynają pochłaniać wszystko, co mają w lodówce (wykorzystują to duże sieci kin sprzedając popcorn). Każdy stan emocjonalny człowieka wpływa na ilość kilokalorii nie tylko pochłanianych, lecz również przyswajanych, a różnica między nimi u każdego człowieka jest inna i zależy od psychotypu oraz określonych sytuacji.

  5. To nie prawda, że istnieją jedynie trzy typy substancji odżywczych (węglowodany, tłuszcze i białka). Również inne wytwarzają energię i zawierają kilokalorie. Dietetycy z uporem maniaka podliczają jedynie kalorie tych trzech rodzajów pokarmów. Tymczasem pokarm składa się z ogromnej ilości różnorodnych substancji i różnych związków chemicznych. Niektóre z nich występują w bardzo małych dawkach, lecz mogą znacznie zwiększyć energię całego organizmu. Świetnie pokazuje to spożycie naturalnych akumulatorów stworzonych przez przyrodę: Mumio w mikrodawkach, miód, różne rośliny akumulujące energię (żeń-szeń, różeniec górski, cytryniec, szczodrak i inne).

  6. Chemicznych powiązań wzajemnych między składem różnych pokarmów łączonych w potrawach, lub podczas jednego posiłku (śniadanie, obiad...). Niekiedy w jednej potrawie łączy się absolutnie antagonistyczne produkty, które są w stanie zniszczyć wartość odżywczą, a nieraz uczynić posiłek trującym, mimo że każdy produkt osobno może być bardzo zdrowy. Przykładem niech będzie mleko i ryba. Przy połączeniu tych dwóch białek wytwarza się trzecie, które może zatruć cały organizm. Kiedy policzy się kalorie każdego produktu oddzielnie, rachunek ten nie będzie dopowiadać rzeczywistości. Niestety takie sprzeczności nie są uwzględniane nawet przez państwowe instytuty do spraw żywienia i można je znaleźć w zaleceniach „zdrowego żywienia”.

  7. Procesów przebiegających poza ciałem fizycznym, lecz wpływających na ilość energii wytwarzanej przez organizm człowieka. Należą do nich takie czynniki jak wpływ księżyca, Ziemi, prany, planet, Słońca, struktur biologicznych otaczających człowieka, wampirów energetycznych itp.

  8. Chronologii procesów wchłaniania, przyswajania i wydalania energii. Czas, to niezwykle ważny czynnik, który jest całkowicie lekceważony przy określaniu kaloryczności pokarmu. Jak można określić ilość kilokalorii pokarmu (a raczej początek i koniec oddawania energii przez ów pokarm), kiedy różnorodny pochłaniany pokarm trawi się w różnym czasie, w którym ma miejsce nawarstwianie się energii różnych produktów (przedwczorajsza energia – X1, wczorajsza – X2, dzisiejsza energia pochłonięta rano – X3, pochłonięta 2 godziny temu – X4, pochłonięta przed chwilą – X5...). Przy różnej przyswajalności (zależącej od wielu czynników) absolutnie nie wiadomo kiedy (w jakim czasie) i ile kilokalorii organizm otrzyma z określonego kawałka zjedzonego pokarmu.

Przyjmijmy, za punkt wyjściowy „0” dla określenia rzeczywistej ilości kilokalorii, na przykład w przypadku kawałka mięsa zjedzonego godzinę temu (K1). Jak obliczyć energię kawałka mięsa zjedzonego 3 godziny temu (K3)? Gdzie znajduje się końcowy punkt (XK1), który pozwoli określić czym jest ostatnia porcja energii, którą dał kawałek mięsa (K1)? Nie da się podzielić funkcji trawienia w żywym organizmie na odcinki oderwane od siebie, ponieważ jest to proces bez wyraźnego początku (0) i końca (XXXXXk), jeśli za punkt „0” nie obierze się momentu narodzin, a za punkt „XXXXXk” momentu śmierci człowieka. Nawet jeśli przyjmiemy, że punkt „0” to moment ogromnego łaknienia, nawet jeśli można byłoby wyliczyć do ostatniego miejsca po przecinku długość przewodu pokarmowego i spróbować odnaleźć punkt zerowy, to i tak nie odzwierciedliłoby to stanu rzeczy bez uwzględnienia informacji znajdujących się w punktach pośrednich (od punktu 0 do końca przewodu pokarmowego).

Dodajmy, że człowiek nie jest przyzwyczajony do żywienia polegającego na spożywaniu tylko jednego rodzaju pokarmu za jednym razem (na przykład, na śniadanie tylko twaróg, na obiad tylko mięso, a na kolację tylko warzywa). Mieszając różne rodzaje pokarmów w czasie jednego posiłku trudno ustalić wydzielaną energię i obliczyć kaloryczność określonego rodzaju poszczególnego pokarmu. Dostając się do żołądka i jelit, pożywienie zmienia się w skomplikowaną, lecz monolityczną strukturę. Zachodzi przy tym mieszanie się i nakładanie się na siebie energii. Nie bierze się pod uwagę, że organizmowi potrzeba różnego czasu do strawienia różnych rodzajów pokarmu (węglowodany trawią się w innym czasie niż białka). Również wydzielane kalorie będą nakładać się na siebie i ich wielkości będą zmieniać się w czasie. Wszystko to nie pozwala na dokładne określenie kaloryczności określonego rodzaju pokarmu.

  1. Faktyczne warunki funkcjonowania żywego organizmu są skrajnie różne od warunków laboratoryjnych, w których ustala się „kaloryczność” pożywienia. W warunkach laboratoryjnych określa się kaloryczność białek, tłuszczy i węglowodanów w 100g/ml produktu, przy czym za 1 kalorię przyjmuje się ciepło konieczne do ogrzania 1g wody (chemicznie oczyszczonej) w temperaturze 0*C w ciśnieniu 1 atmosfery. Lecz warunki życia są całkowicie inne. Do pomiaru tego, ile kalorii zawiera jakiś pokarm, w laboratoriach wykorzystuje się wyłącznie wysuszony pokarm, który musi się palić. Ten czynnik różni się od rzeczywistości, ponieważ nie każdy jest miłośnikiem suchej karmy (może z wyjątkiem psów, które i tak przez to umierają na kamienie nerkowe). Dla człowieka spożywanie pozbawionego wilgoci pokarmu jest nienaturalne. W laboratoriach nie uwzględnia się również energii wody, która stanowi niekiedy 80-90% całej energii badanego produktu. Wiadomo, że woda jest źródłem energii, czego dowodem są silniki działające na wodę jako paliwo. Jak można nie brać pod uwagę energii wody zawartej w produktach i operować kaloriami uzyskanymi ze spalania absolutnie wysuszonego produktu?

Wnioski

 

Oczywiście można bez końca wymieniać przyczyny absurdalności istniejącej obecnie metody określania kaloryczności pokarmów. Fakt, że brak w niej 9 wymienionych powyżej aspektów wystarczająco dowodzi, że metoda ta stworzona w warunkach laboratoryjnych jest wybitnie umowna i nie odpowiada rzeczywistości. Nie może być zatem stosowana do określania kaloryczności produktów żywnościowych.

Kiedy więc idziemy na zakupy, co tak naprawdę możemy wyczytać z etykietek, skoro liczby na nich podane nie odpowiadają rzeczywistości? Co teraz będą obliczać dietetycy, którzy jak się okazuje, opierali się na fałszywych danych? Może w końcu zaczną opierać się na faktach? Bilans (różnica pomiędzy przychodami i wydatkami) wcale nie odpowiada „zbilansowanej diecie”. Co teraz stanie się z modnym hasłem „zbilansowana dieta”? Chyba wyjdzie z mody...

 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież



Captcha code Type characters you see. OR Type numbers you hear. (Click on image to refresh)
Type characters you see.
 * 
About captcha Project ::  Kupala.Net


www.igya.pl
www.igya.pl